Nauczyciel – wykształcony symbol niskich zarobków

Nauczyciele jako grupa zawodowa zadziwiają mnie od zawsze. Przede wszystkim tym, za jak niskie stawki godzą się wykonywać odpowiedzialną i często niewdzięczną robotę. Drugi powód do podziwu jest taki, że zwlekali z większym protestem tyle czasu.

Z góry przepraszam za dosadność, jeśli przeczyta to któryś z moich byłych nauczycieli. Przez cały proces mojej edukacji, który zaczął się w 1990 roku, miałem do czynienia zarówno z bardzo dobrymi, jak też takimi, których zawód był zawodem dla obu stron. O ile różnili się często merytorycznie i w kwestii kontaktu z młodzieżą, mieli jedną cechę wspólną. W wyraźnej większości już na pierwszy rzut oka plasowali się na samym dole drabiny zarobków.

Mówiąc krótko, w moich oczach, od kilkulatka do późnego nastolatka, nauczyciele zawsze byli pariasami. Podniszczone garsonki, zaniedbane fryzury, garnitury pamiętające czasy studiów i pełnoletnie maluchy zeżarte przez korozję. Nielicznymi wyjątkami były wyfiokowane panie, które na boku prowadziły wypożyczalnię kaset VHS lub miały dzianych mężów. Bardzo często odnosiłem wrażenie, że zwłaszcza nauczycielki startowały z mocno schowanej pozycji w stosunku do swoich lepiej sytuowanych uczniów i uczennic, których rodzice mocno poszybowali w czasach wczesnego kapitalizmu. Budowanie autorytetu w przesianym sweterku nie jest łatwe.

Strajk nauczycieli powinien trwać nieustannie i od dawna. Sumy aktualnych i proponowanych po negocjacjach zarobków (brutto!) są zwyczajnie śmieszne dla kogoś, kto chce prowadzić dorosłe i samodzielne życie, nawet na wsi. Do dzisiaj nie mogę pojąć, w jaki sposób dwie najważniejsze profesje na świecie – nauczyciele i opieka medyczna, mogą być tak skandalicznie opłacane i co więcej – przez tyle lat się na to godzą. Można gadać o systemie, o organizacji, o reformach, ale wszystko zaczyna się od pieniędzy. Nikt nie wykona dobrze pracy, która nie pozwala na zwykłe życie. W “Psach 2” pada zdanie wypowiedziane przez rosyjskiego gangstera “nędza to grzech pierworodny”.

W tym linku znajduje się lista wszystkich polskich ministrów edukacji. Proponuję również przejrzeć listy ministrów finansów i premierów, pełne postaci od lewa do prawa. Oni wszyscy, z których duża grupa próbuje coś dzisiaj ugrać na strajku nauczycieli, powinni teraz siedzieć tam, gdzie odbywają się negocjacje. I z racji tego, że chwilowo nie mają możliwości wysuwania propozycji, tylko przepraszać za zaniedbania.

Uprzedzając pytania i sugestie “to zrób coś” – opisałem tylko swoje spostrzeżenia z kilkunastu lat spędzonych w szkołach. Nie mam kompetencji do tworzenia recept na edukację, wiem, że w tym całym systemie państwowym wszystkie braki są ze sobą splątane, nie ma łatwych rozwiązań. Na początek życzyłbym sobie tylko, żeby była możliwość docenienia nauczycieli wybitnych, takich dla których zmienia się klasę czy nawet szkołę. Żeby za tymi chętnymi uczniami poszły do nich pieniądze, żeby zarabiali wyraźnie więcej, niż spadochroniarze z przymusu.

Jako byli uczniowie, a teraz rodzice powinniśmy zrozumieć, że mieliśmy i mamy wielkie szczęście, że od lat ktoś kształci polskie dzieci za półdarmo. Ktoś nas leczy za półdarmo. Ludzie wykształceni mocno ponad ogół, przepracowani, niedoceniani, zbierający ciosy i pretensje – nie zarabiają średniej krajowej, a często nie dociągają nawet do mediany. To pokazuje, jak wciąż nie nauczyliśmy się mieć właściwych priorytetów.

Nauczyciele, walczycie teraz nie tylko o siebie, powodzenia.